FUERTAVENTURA – TOP 6. PART 1

Fuerteventura. Co o niej wiesz? Nam wmawiano od lat, że to wyspa, na której wiatr urywa głowę, wyspa dla surferów, wyspa, którą można zjechać w jeden dzień, że nie ma tu co oglądać, bo wszędzie jest tak samo. I jeszcze jedno – że najlepiej podlecieć tu z biurem podróży, najlepiej z all inclusive (by przypadkiem nie spróbować lokalnej kuchni) i przez 7, 9 lub 14 dni wygrzewać się nad basenem, bo nad oceanem za zimno…

To teraz od początku:

Fuerteventura. Co o niej wiemy po 7 dniach intensywnego czasu? Po przejechaniu ponad 1000km Fiatem Panda ;-), przejściu (razem) 100 km i zrobieniu ponad 140 000 kroków – możemy zabrać głos w sprawie tego raju, który znajduje się tak blisko…

By jakkolwiek poukładać nasze doświadczenia, zrobiliśmy dla Was naszą listę TOP doświadczeń z Fuerty, to są takie ‚must see’ i ‚best experiences’. Gotowi do przeniesienia się jakieś 5000km stąd i poznania bliżej wyspy kóz?

  1. Parque Natural de Corralejo, czyli kilometry wydm tuż pod Corralejo, na północy wyspy.

Tego miejsca nie da się po prostu ominąć, będąc tutaj. Bezkres piachu przywołuje najfajniejsze wspomnienia z dzieciństwa i od razu masz chęć lecieć po wielkie wiadro i łopatę. Z jednej strony drogi bajkowe wydmy, kończące się plażą z kamiennymi ‚chałupkami’ chroniącymi Cię przed wiatrem, kiedy leżysz i opalasz się nad oceanem. Z drugiej strony – dzikość, czyli piachy, kozy i góry na horyzoncie.

I jeszcze jedno – obowiązkowy strój na plażach na wydmach to kultowe ‚na golaska’ :)

IMG_0091 IMG_0093 IMG_0158 IMG_0211 IMG_0213 IMG_0216 IMG_0217 IMG_0220 IMG_0224 IMG_0227 IMG_0231 IMG_0232 IMG_0235 IMG_0238 IMG_0241 IMG_0242 IMG_0244 IMG_0467 IMG_0573 IMG_0581 IMG_0607 IMG_0615 IMG_0618 IMG_0693 IMG_1359 IMG_1363 IMG_1364

  1. La Oliva – miasteczko wcale nie nad oceanem, więc plaży tu nie znajdziesz.

Znajdziesz za to ciszę, spokój, czas jakby stanął w miejscu. Możesz tu zajrzeć do Centrum Kultury Wysp Kanaryjskich i obejrzeć Casa de los Coroneles, czyli dawny dom pułkowników. Ale… no właśnie – głównym powodem, dla którego byliśmy  tu aż 3 razy w ciągu 7 dni jest bar Suarez (na lewo od kościoła). To wyjątkowy bar, bo ulubiony wśród lokalsów. Jest prosto, klimatycznie i swojsko. Do toalety otrzymujesz w barze klucz na łańcuchu, barmanka nie rozumie angielskiego kompletnie i nie ma żadnego kłopotu, by się porozumieć.

Przez to wszystko wyjątkowo i nie chce się stąd ruszać. Ceny nie dla turystów :) Czyli tanio, bo lampka czerwonego wina to 1,50 EUR, a kanapka na ciepło z wołowiną i świeżymi warzywami 2,30 EUR. Do tego znajdziesz tu owoce morza, ryby, kozinę i inne hiszpańskie specjały. I zawsze jest tu pełno. Polecamy najbardziej na świecie.

IMG_3189 IMG_9942 IMG_9943 IMG_9944 IMG_9945 IMG_9946 IMG_9949 IMG_9952 IMG_9953 IMG_9955 IMG_9956 IMG_9959 IMG_9960 IMG_9961 IMG_9962 IMG_9964 IMG_9965 IMG_9966 IMG_9967

  1. Owoce morza – najedz się ich tu za wszystkie czasy.

Są wszędzie. Najlepsze tam, gdzie dużo ludzi się kręci – czyli tak jak wszędzie. Pyszne w portowych barach. Świeże. Nie gumowate. Tanie. I nawet, gdy piątego dnia tu obiecujemy sobie, że dziś zjemy pizzę, bo już nam się znudziły te owoce morza, kończymy z pizzą z owocami morza.

IMG_1788 IMG_1789 IMG_1791 IMG_1793 IMG_1794

Królują tu kalmary, małże i krewetki. Przepyszne.

  1. Punkt widokowy Miraddor de Morro Velosa i posągi giganty:  Ayos i Guize – sam dojazd tu z północy wyspy to atrakcja. Dlaczego?

Kręta wąska droga w wijąca się wśród wąwozów, a na szczycie widoki, jakich nie znajdziesz, siedząc na hotelowej plaży. Jest jak z baśni. Przestrzeń, która pozwala oddychać najgłębiej jak się da. Widok, który zapiera dech w piersiach. Na szczycie budynek zaprojektowany przez Cesara Manrique, o którym wspominaliśmy pisząc o Lanzarote. To po prostu trzeba zobaczyć.

A tuż obok dwa wielkoludy – Ayos i Guize. Robią wrażenie nie tylko na dzieciach :)

IMG_0003 IMG_0004 IMG_0005 IMG_0006 IMG_0009 IMG_0011 IMG_0012 IMG_0032 IMG_0040 IMG_0041 IMG_0046 IMG_9968 IMG_9969 IMG_9970 IMG_9971 IMG_9972 IMG_9973 IMG_9974 IMG_9976 IMG_9978 IMG_9982 IMG_9983 IMG_9984 IMG_9985 IMG_9998

Stąd już blisko do pierwszej stolicy Fuerteventury – Betancurii, według niektórych przewodników jedynego wartego zobaczenia miasteczka. Zgadzamy się z jednym, że warto je zobaczyć … :-)

IMG_0049 IMG_0051 IMG_0052 IMG_0053 IMG_0055

  1. Popłyń na Los Lobos – czyli tu, gdzie nie mieszka nikt.

Mieliśmy dylematy, czy warto tu płynąć. W przewodnikach znaleźliśmy dużo informacji, że tę bezludną wyspę można zejść w godzinę i że właściwie nie ma tu co oglądać.

Było co oglądać! Przeszliśmy wyspę wokół i wszerz, robiąc 12 km. Krajobraz był wulkaniczny, niczym księżycowy. Tu trafiliśmy na jedne z piękniejszych lagun, jakie widzieliśmy. Małe domki rybaków zrobiły na nas ogromne wrażenie, a na deser była plaża.

Promy wypływają kilka razy dziennie z Corralejo, cena biletu to 15EUR w dwie strony, czas płynięcia: 15 min. A i jeszcze jedno – na statku wino za 1 EUR.

IMG_1458 IMG_1474 IMG_1481 IMG_1482 IMG_1483 IMG_1485 IMG_1486 IMG_1487 IMG_1490 IMG_1495 IMG_1497 IMG_1499 IMG_1500 IMG_1504 IMG_1505 IMG_1509 IMG_1515 IMG_1518 IMG_1541 IMG_1543 IMG_1545 IMG_1546 IMG_1548 IMG_1549 IMG_1553 IMG_1554 IMG_1575 IMG_1695 IMG_1740 IMG_1741 IMG_1742 IMG_1749 IMG_1750 IMG_1755 IMG_1784

  1. Wypij leche-leche.

Typowa kanaryjska kawa, czyli słodkie skondensowane mleko, kawa i spienione mleko. Do tego najlepiej ciasteczko. Przesłodkie i jedyne w swoim rodzaju.

IMG_9830

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *